sobota, 31 maja 2008

10. Dwa teatry.

Kąpiel gotowa. Zaciągam się dymem. Pan z laską spaceruje o tej samej porze, tą samą ścieżką. Pan Kant. Spoglądam na zegarek. Już późno. Nie zdążę do fryzjera. Za chwilę jedziemy do Sopotu. Jutro Hel. Dotarło do mnie, w tej chwili właśnie, że umieram. Powoli. Systematycznie. Umieram. Ubywa mnie po kawałeczku. Doszłam do punktu, po przekroczeniu, którego już nie ma powrotu. Osiągnęłam, ten właśnie punkt. Wyjścia są dwa. Albo umrę albo się odrodzę. Drzewo bez gałęzi. Róża bez kolców. Słońce bez promieni. Księżyc bez Pana Twardowskiego. Mucha bez nóg. Powoli wszystko mi się wyjaśnia.
"- Szanowni Słuchacze! - rzekł prof. Mmaa i świat wydał mu się nagle prosty i nieskomplikowany. - Świat wydał mi się nagle prosty i nieskomplikowany - powiedział prof. Mmaa. - Zapewniam jednak Państwa, że to, czy wydało mi się nagle tak, czy inaczej, nie będzie miało wpływu ani na treść, ani na formę mego wykładu, którego przedmiot jest skomplikowany i zagmatwany." Stefan Themerson "Wykład Profesora Mmaa".

Brak komentarzy: