środa, 28 maja 2008

7. Kiedy dziecko było dzieckiem

Popatrz na zdjęcia i usłysz słowa:




Kiedy dziecko było dzieckiem
chodziło kołysząc ramionami.
Chciało aby strumień był rzeką
rzeka potokiem
a ta kałuża morzem.
Kiedy dziecko było dzieckiem
nie wiedziało że jest dzieckiem.
Wszystko było pełne życia,
a samo życie jednością.
Kiedy dziecko było dzieckiem
nie miało opinii na żaden temat.
Nie miało nawyków.
Siadywało ze skrzyżowanymi nogami,
podrywało się do biegu,
miało piasek we włosach
i nie robiło min kiedy je fotografowano.
Kiedy dziecko było dzieckiem
był to czas tych pytań:
Dlaczego ja to ja, a dlaczego nie ty?
Dlaczego jestem tutaj, a dlaczego nie tam?
Kiedy rozpoczął się czas i gdzie kończy się przestrzeń?
Czy życie pod słońcem to tylko sen?
Czy to co widzę, słyszę i czuję
nie jest tylko iluzją świata przed światem?
Czy zło faktycznie istnieje,
i czy są ludzie naprawdę źli?
Jak to możliwe że ja, który jestem,
nie istniałem zanim zacząłem być
i że któregoś dnia
ten którym jestem
nie będzie tym którym jestem?
Kiedy dziecko było dzieckiem
dławiło się szpinakiem, groszkiem, puddingiem ryżowym
i gotowanym na parze kalafiorem.
Nie lubiło jeść niczego z powyższych
i nie tylko dlatego że musiało.
Kiedy dziecko było dzieckiem
raz obudziło się w obcym łóżku
a teraz robi to wciąż i wciąż.
Wielu ludzi wydawało się wtedy pięknymi
a teraz tylko paru, jeśli ma szczęście.
Miało dokładny obraz Raju
a teraz może tylko o nim myśleć.
Nie mogło pojąć nicości
a dziś wzdryga się na sam pomysł.
Kiedy dziecko było dzieckiem
bawiło się z entuzjazmem
a teraz
jest w równej mierze podekscytowane
ale tylko gdy dotyczy to
jego pracy.
Kiedy dziecko było dzieckiem
jagody wpadały w jego dłonie jak robią to tylko jagody
i dzieje się tak też i teraz.
Świeże orzechy pozostawiały cierpkość na języku
i dzieje się tak też i teraz.
Na każdym górskim szczycie tęskniło
za jeszcze wyższą górą.
A w każdym mieście wypełniała go tęsknota
za jeszcze większym miastem.
I jest tak i teraz.
Sięgało po wiśnie na szczycie drzewa
z dumą którą czuje do dnia dzisiejszego.
Było nieśmiałe przy obcych
i ciągle jest.
Czekało na pierwszy śnieg
i cały czas czeka w ten sposób.
Kiedy dziecko było dzieckiem
rzucało patykiem w drzewo jak lancą
a ono wciąż drży tam do dziś.

"Lied Vom Kindsein" by Peter Handke
wiersz z filmu Wima Wendersa "Wings of desire"

Mam czas, 28 lat. Od listopada próbuję nie bać się spojrzeć prawdzie w oczy. Prawda boli. Straszliwie. Tnie jak żyletka. Kruszy skałę. Późne dojrzewanie. Robię porządki. Ustalam odległości. 45 cm, 1.20 cm.
Kto? Ja. Co? Wolność.
Kogo? Zbyszka. Czego? Bliskości.
Komu? Mamie. Tacie. Czemu? Wspomnieniom.
Kogo? Babci. Co? Tęsknota.
(Z) kim? Z Tobą. (O) czym? O dzieciństwie.
(O) kim? O mnie. (O) czym? O prawdzie.
0! Wołam. Głośno. Krzyczę: Mam dość!

Późno wstaje, późno zasypiam. Dzień mija. Wizyta Prezydenta Francji. Sarkozy bez Bruni w Warszawie. Słońce uśmiecha się szeroko. Pascal gotuje. Co mamy do załatwienia? Kraje poczuły się sobie nawzajem potrzebne. Niemcy i Francja - chcę się uwolnić od przywiązania do Niemiec. Równoległe stosunki z innymi - Polska, Rumunia. Jak Niemcy to przeżyją? Jeśli chodzi o Polskę - polityka wobec Niemiec jest niekonsekwentna - pozytywne nastawienie prezydenta i premiera. Sarkozy wykorzysta fakt, że Niemcy nie widzą w Polsce, mocnego partnera. z jasną określoną polityką. Dokument o pięknej nazwie. Dworkość, pompatyczność o partnerstwie strategicznym. Miłość do Francji nieodwzajemniona. Nieszczęśliwa. Dotacje dla rolnictwa. Silne rolnictwo, ochrona. Mamy przebicie. Utrzymanie polityki europejskiej. Przywitanie na dziedzincu Pałacu Prezydenckiego. Powitanie Prezydentów. Początek jednodniowej wizyty w Warszawie. Po co tak męczyć? I to w dzień powszedni. Środek tygodnia. Wizyta u Pani Ewy. Pani Ewa - moja głowa porządkująca moje emocje. Pani Ewa - moja mistrzyni. Pani Ewa - moja osobista spluwaczka. Wchodzę do gabinetu, zasiadam w fotelu. Podaję dłoń na powitanie. Minuta ciszy i przyglądania się sobie nawzajem. A po minucie 59 minut mdłości. Dłoń podaje na pożegnanie. Ocieram mokre od łez oczy. Wychodzę. I jest mi lepiej. Słowa w drodze o mózg się odbijają, wracają echem. To, tamto, tu i teraz. I wszystko jest jasne. Na chwilę. Czasem chwilę dłużej. Tak ciężko się zmienić. Tak łatwo jest mieć oczy szeroko zamknięte. Kubrick. Łazi wciąż za mną. Wędrujemy godziny dwie. Równie on ważny jak Handke. Dla mnie. Śniło mi się dzisiaj, że piszę. Wstałam i piszę. To dobry znak. Dzisiaj dosyć dobra pogoda, nigdzie nie przewidujemy opadów. 21 stopni. Najcieplej w okolicach Zielonej Góry i Wrocławia - 23. Zielona Góra. Nigdy tam nie byłam. Nic o tym miejscu nie wiem. Przy filiżance dobrej kawy zastanawiam się co zrobię za chwilę gdy pisać przestanę. Papierosów brak. Śniadania brak. Tylko kawa, kawa, kawa - reszta to milczenie. Czytam. Myślę. Nałogi dokarmiam. Śniło mi się, ze czytam książkę po hiszpańsku. Wyciągnęłam z szuflady prezent od Sylwii - hiszpański na płycie w 6 tygodni. Aż strach pomyśleć co będzie za 6 tygodni. Dziś, jutro - tak żyje. Ledwo pamiętam co wczoraj. Dzieją się dzieje. Plecie się sieć. Dziś ja - Ty jutro. Jestem dużym dzieckiem. Cześć.

Brak komentarzy: